Muchomor zielonawyLudzie zbierali grzyby od zarania dziejów, na długo przed wynalezieniem rolnictwa, a jednak do dziś nie wypracowano prostych do wykonania w leśnej głuszy, a niezawodnych sposobów odróżniania gatunków jadalnych od trujących. Taka metodyka byłaby szczególnie przydatna w okresie epidemii i wojen, kiedy to nawet ludzie na co dzień stroniący od tych darów jesieni włączali je szerzej do swojej diety. Nie jest przypadkiem, że „ojciec nowoczesnej mikologii”, czeski lekarz i społecznik Juliusz Wincenty von Krombholz (1782-1843) stworzył, a potem upowszechnił podział grzybów na: jadalne, niejadalne i trujące podczas wojen napoleońskich oraz epidemii cholery, kiedy to tysiące nieszczęśników płci obojga walczyło z głodem, zbierając gatunki, jakie sami wcześniej uznawali za „psie”.

Wśród „grzybiarzy z dziada pradziada” krąży do dziś mnóstwo guseł nt. odróżniania w warunkach polowych gatunków smacznych i zdrowych od ich śmiertelnie groźnych sobowtórów. Błędem jest mniemanie, że formy toksyczne dla ludzi zawsze objawiają to nam obrzydliwym, palącym smakiem i/lub mocnym smrodem. Fałszywe są przekonania, iż:

  • srebrna łyżeczka zczernieje po dotknięciu okazu trującego;
  • cebula podsmażana z toksycznymi grzybami ciemnieje mocniej niż smażona z jadalnymi;
  • zmiana koloru owocnika po nacięciu lub zgnieceniu zawsze wskaże gatunek niebezpieczny;
  • grzyba trującego wskaże wyciekające zeń mleczko.

Muchomor zielonawyTymczasem śmiertelnie groźny muchomor zielonawy (dawniej zwany sromotnikowym, Amanita phalloides) bywa mocno ogryziony przez ślimaki lub owady, nie zciemnieje po przecięciu lub zmiażdżeniu, nie roni mleczka, w ogóle odznacza się miłym smakiem i zapachem. Nic dziwnego zatem, że to właśnie on oraz bardzo doń zbliżony, ale jaśniejszy i preferujący kwaśniejsze gleby m. jadowity A. virosa powodują 90% zgonów w Polsce. Bardzo podobnie wygląda sytuacja w wielu innych państwach po obu stronach Atlantyku, tak w strefie klimatu umiarkowanego jak zwrotnikowego. M. zielonawy bowiem odznacza się szerokim spektrum drzew i krzewów, z jakimi może wchodzić w związki mikoryzowe. Z sadzonkami leszczyn zawleczono go na Cypr; z dębami do Australii (gdzie 2 pacjentów zmarło w 2012 r.) i Urugwaju; z kasztanami do USA (stamtąd zaś z sosną kalifornijską do Chile); z topolami zaś do Tanzanii oraz RPA. W nowych ojczyznach mikoryzuje również z rodzimymi lub wcześniej zadomowionymi tam gatunkami, na przykład z eukaliptusami w Tanzanii, choinami Tsuga w Stanach Zjednoczonych albo z manuką Leptospermum scoparium (tak, tą od najdroższego w świecie miodu manukowego) i jej krewniaczką Kunzea w Nowej Zelandii.

Muchomor zielonawyZ wielu powodów m. sromotnikowy stanowił niemal doskonałą truciznę dla skrytobójców różnych epok. Łatwy dostęp do owocników (od czerwca do listopada); ich ogromne podobieństwo nawet w stanie surowym do smacznych i zdrowych grzybów z innych rodzajów (kań, pieczarek, gąsek zielonych, pochwiaka wielkopochwowego, pewnych gołąbków, zwłaszcza grynszpanowego, białozielonawego i zielonego); miły, zatem nie wzbudzający podejrzeń smak; późny czas pojawienia się pierwszych objawów otrucia; pozorna poprawa stanu pacjenta po kilku dniach oraz niemożność uratowania ofiary w minionych wiekach – wszystko to sprawiało, że wiele tajemniczych zgonów wśród możnych tego świata uczeni przypisują właśnie działaniu „anioła śmierci” A. phalloides. Już w starożytności pojawiły się pogłoski, że rzymski cesarz Klaudiusz (10 pne – 54 ne) zmarł po dodaniu m. zielonawych (albo samego wywaru z nich) do jego ukochanej potrawki z jadalnych m. cesarskich A. caesarea. Długotrwałą chorobę i śmierć papieża Klemensa VII (1478-1534), którego mecenatowi zawdzięczamy m.in. „Sąd Ostateczny” Michała Anioła oraz niektóre rozprawy Machiavellego, także przypisywano właśnie tym grzybom. Caryca Natalia Naryszkina (1654-91), matka wielkiego reformatora Piotra I, zjadła przed śmiercią sporo marynowanych grzybów, wśród których także mogły trafić się m. sromotnikowe. A mogła zostać w monasterze i nie mieszać się do wyboru nowego patriarchy! Stosunkowo najwięcej symptomów wskazuje na użycie tych wszędobylskich, zielonkawych muchomorów do zamordowania cesarza rzymsko-niemieckiego Karola VI (1685-1740), co spowodowało krwawą i długą wojnę o sukcesję austriacką.

Muchomor zielonawyZatrucie m. sromotnikowym wymaga hospitalizacji. Pierwsza pomoc polega na płukaniu żołądką bądź podaniu węgla aktywnego. Bardzo ważne jest zabezpieczenie resztek posiłku i zabranie ich do szpitala. Niezbędne pozostaje leczenie objawowe, wspomagające pacjenta, zatem wszelkie działania ukierunkowane na terapię odwodnienia, zapobieganie kwasicy metabolicznej, przywrócenie prawidłowej krzepliwości krwi tudzież na wyrównanie poziomu elektrolitów. Czasem wykonuje się dializę otrzewnową, hemoperfuzję, hemodializę lub plazmaferezę ale to nie zawsze pomaga. Nierzadko jedynym ratunkiem pozostaje przeszczep wątroby. Z przeszczepem tej „wewnętrznej fabryki chemicznej” jest o tyle łatwo, iż wątroba łatwo regeneruje. Problemami pozostają za to: wydłużający się czas oczekiwania na dawcę oraz konieczność immunosupresji pacjentów czyli tłumienia ich własnego układu odpornościowego, co samo w sobie powoduje zejścia śmiertelne. Wciąż nie odkryto ani nie zsyntezowano żadnego skutecznego antidotum na toksyny „anioła śmierci”. Najbardziej obiecujące substancje, podawane często ofiarom zatrucia tym grzybem, to sylibinina z ostropestu plamistego Silybum marianum oraz niektóre antybiotyki, stosowane zwykle do leczenia infekcji bakteryjnych jak ryfampicyna, penicylina G i cefalosporyny. Lekarze i naukowcy odkryli, że kluczem do ocalenia pacjenta na poziomie komórkowym jest zablokowanie przenoszenia amanitoksyn do wnętrza komórek wątroby przez białko trasporterowe SLCO1B3. U ludzi zdrowych odpowiada ono m.in. za wchłanianie do środka komórki dużych, niepolarnych cząsteczek wielu hormonów oraz przeciwutleniaczy (glutationu, bilirubiny, tyroksyny czy leukotrienu C4). To samo białko przepuszcza też przez błonę komórkowę u chorych molekuły wielu lekarstw, toksyny sinic, grzybów oraz niektórych roślin.

Wyliczone na początku niniejszego artykuły mity odnośnie odróżniania grzybów jadalnych od ich śmiertelnie groźnych sobowtórów z m. zielonawym na czele powstały najprawdopodobniej wskutek nieuprawnionego rozciągnięcia metod sprawdzających się dla gołąbków, mleczajów i pewnych gąsek na ogół grzybów wielkoowocnikowych. O ile mleczaje oraz ich pozbawieni mleczka kuzyni gołąbki rzeczywiście ostrzegają ludzi nieprzyjemnym, nierzadko mocno piekącym smakiem przed zatruciem, o tyle tego typu testy całkowicie zawiodą przy próbach odróżnienia czubajki kani od sinoblaszka; maślaka pstrego od niektórych form borowika ponurego; pieczarki od m. sromotnikowego albo piestrzenicy kasztanowatej od smardzów.

mgr Adam Kapler