Nadzwyczajna sasanka zwyczajna Pulsatilla vulgaris

Jedną z najbardziej urokliwych ozdób wiosennych rabat i murków kwietnych pozostaje od lat sasanka zwyczajna Pulsatilla vulgaris. Ta krótkowieczna bylina atrakcyjna jest zarówno dzięki liściom, jak i kwiatom, a wreszcie owocom. Ogrodnicy doceniają też łatwość rozmnażania tejże sasanki z nasion (w czerwcu) oraz odmładzania przez podział starych kęp. Preferuje podłoża lekkie, przepuszczalne i bogate w wapń, w pełnym słońcu bądź tylko słabo ocienione. Po kilku latach na tej samej rabacie lub skalniaku jej bryła korzeniowa nadmiernie gęstnieje, a części nadziemne marnieją, wyglądając gorzej z każdym kolejnym rokiem. Oznacza to, iż doprowadziła do zmęczenia gleby, czas najwyższy ją wykopać, a potem przerzedzić.

Sasanka zwyczajna nie bez powodu kojarzy się z wiosną i Wielkanocą. Cała roślina, szczególnie łodyżki, pąki kwiatowe oraz liście na przedwiośniu obrośnięta jest gęstym, filcowatym, srebrzystym futerkiem. Kojarzyć się może z zajączkiem wielkanocnym. Kwiaty ukazują się w Polsce od marca do kwietnia, zależnie od regionu, wysokości nad poziomem morza i przebiegu pogody w danym roku. Niestety ukazują się już tylko w ogrodach botanicznych jak nasz powsiński i poznański UAM, a także u Państwa na działkach. Podobnie jak u sasanki otwartej, wiosennej i słowackiej, eksponowanych u nas w Kolekcji Flory Polski, początkowo przypominają dzwonki, a potem rozszerzają się talerzowato na bok, ukazując mrowie złocistych pręcików. Jedwabiście orzęsione płatki (zwykle 6 lub 7) z daleka urzekają mocnym fioletem. Nader dekoracyjne są też puszyste owocostany, złożone z dziesiątek niełupek o długich, pierzastych ościach. Późną wiosną i latem liście P. vulgaris staną się lśniące i gładkie (nagie), by wreszcie zaschnąć późnym latem. Nasze ogrodowe sasanki zwyczajne pozostaną długo zdrowe, o ile ochronimy je przed zalaniem i niedostatkiem światła. Suszę i mróz wytrzymają całkiem nieźle.

Jako roślina mocno przywiązana do gleb wapiennych P. vulgaris bywa lokalnie pospolita w niskich pasmach górskich tudzież na wyżynach zbudowanych z wapieni. Trafia się także na niżu, z natury jednak mniej licznie, głównie na mocno wapiennych żwirach i glinach. Brak jej zupełnie w górach i na wyżynach na skałach kwaśnych, wylewnych, albo pokrytych warstwą torfu. Jeszcze w XVIII i XIX wieku była to mimo plądrowania stanowisk i zbioru w celach leczniczych szeroko rozpowszechniona rośliną, spotykana od południowej Finlandii, być może też naszej Lubelszczyzny, po Szwecję, Danię i Anglię na północy, a Francję na południu. Dziś zwarty zasięg obejmuje łupkowe i wapienne pasma górskie Niemiec, Austrii i Szwajcarii, od Jury Frankońskiej i Szwabskiej do Anhaltu i Turyngii, od centralnych ziem Górnej Austrii po szwajcarski Płaskowyż Centralny oraz południowo-wschodnią Jurę. Godne uwagi, oderwane stanowiska reliktowe zachowały się także koło Chur w Szwajcarii, w dolnosaskim Wendlandzie, Luksemburgu i na Przedgórzu Bawarskim. Dokładna liczba kresowych stanowisk tego pięknego kwiatu budzi spory wśród fachowców. Niemieccy i austriaccy botanicy sami przyznają się do mylenia jej z drugą, równie wielką sasanką: wielkokwiatową P. grandis. Ich zdaniem szereg populacji w Austrii, na Ukrainie, byłej Jugosławii (zatem z byłych Austro-Węgier), a nawet w Bawarii może należeć raczej do P. grandis lub do zdziczałych form ozdobnych niż do czystej genetycznie, prawdziwej P. vulgaris.

Z ziem polskich sasankę zwyczajną podawano jedynie z paru rozproszonych stanowisk w lubelskim oraz na pograniczu Kujaw z Wielkopolską. Rosnąć miała w luźnych, widnych borach sosnowych, na podłożu zasobniejszym w wapń. Jednak najwybitniejsza z polskich badaczek sasanek, Wanda Wójtowicz z poznańskiego UAM kwestionowała już 20 lat temu obecność tego gatunku tak daleko na wschodzie od zwartego zasięgu jak pod Lublinem.

Z uwagi na swoje piękno i rosnącą rzadkość sasanka zwyczajna należy do lepiej poznanych gatunków roślin. Uczeni z krajów niemieckojęzycznych od lat rozpracowują wszystkie aspekty jej biologii, ekologii, upraw zachowawczych i odtwarzania populacji dzikich. Dysponujemy zatem mnóstwem sprawdzonych w terenie i ogrodach botanicznych, konkretnych, często nader intrygujących danych, a nie tylko mglistymi domysłami z dawnych atlasów i kluczy do oznaczania. Wiemy zatem na pewno, a nie tylko luźno spekulujemy, co ją zapyla: trzmiele Bombus, pszczoła miodna Apis mellifera, pszczolinka Andrena oraz pseudosmuklik Lasioglossum. Okazało się, że jej pierzaste nasiona rozprzestrzeniają się nader sprawnie niezależnie od pogody. W dni gorące i suche rozwiewa je wiatr, w dni deszczowe czepiają się niczym rzepy sierści albo ludzkich ubrań, same też wkręcają się i pełzają po glebie wskutek ruchów higroskopijnych. Mimo to w przyrodzie praktycznie nie obserwowano rekrutacji nowych siewek. Badania genetyczne kilkunastu reliktowych, izolowanych populacji ze środkowych Niemiec, wykonane przy użyciu markerów RAPD, potwierdziły to czego się obawiano, co obserwuje się dla wielu innych zanikających gatunków roślin naczyniowych Europy: im mniejsza populacja tym uboższa i mocniej zdegenerowana jej pula genetyczna wskutek chowu wsobnego oraz dryfu genetycznego. Co gorsza nawet w tak wykształconym i prawomyślnym społeczeństwie niemieckie wciąż częste są przypadki rabowania stanowisk naturalnych.

P.vulgaris stała się gatunkiem tarczowym (osłonowym, parasolowym) dla wielu innych, rzadkich roślin, przywiązanych do suchych muraw lub rzadkich, świetlistych lasów na glebach alkalicznych, zwłaszcza niektórych storczyków.

mgr Adam Kapler